Elektryczne hulajnogi w Polsce i w Rzeszowie

Mój dobry znajomy, a zarazem przyjaciel (Andrzej Lesiak - zdjęcie poniżej), od około dwóch lat przesiadł z dużego wygodnego samochodu na hulajnogę elektryczną i zaczął nią dojeżdżać na co dzień do pracy przez większość roku, z wyjątkiem najbardziej zimowych i śnieżnych miesięcy. 
Zrobił to z pobudek ekologicznych, gdyż zorientował się, że taka hulajnoga zużywa około 100-krotnie mniej energii niż samochód, a zatem jest to rozwiązanie znacznie bardziej przyjazne środowisku. 

Jednocześnie okazało się, że podobnego rzędu są też oszczędności finansowe, gdyż miesięczne koszty dojeżdżania do pracy i do centrum miasta wynoszą łącznie około 5-10 zł. A dodatkowo, ponieważ omija się wszelkie korki komunikacyjne, oszczędność czasu także jest przynajmniej dwukrotna. 
W końcu Andrzej postanowił rozpowszechniać tego typu ideę tak w Rzeszowie, jak i po części także w całej Polsce. Zdecydowałem się zatem na przeprowadzenie z nim wywiadu, jako wyraz popierania tego typu proekologicznego i przyjaznego środowisku trendu.  

Wywiad z: Andrzej Lesiak 20.05.2019 prowadzi  Rafał Seremet

Rafał Seremet: Andrzeju, od wielu lat prowadzisz firmę z obszaru usług informatycznych, która ma stabilną pozycję i dobrze prosperuje, a mimo to kilka miesięcy temu stworzyłeś niejako „na boku” nową markę Electricall – co Ci przyszło do głowy?
Andrzej Lesiak: Otóż przyszło mi do głowy, że warto było by przesadzić ludzi z samochodów spalinowych na lekkie pojazdy elektryczne. 

R.S.: Od razu nasuwa mi się tutaj pytanie, czy nie wydaje Ci się to utopijne? Czy widzisz tutaj jakaś sensowną wartość praktyczną, że ludzie mogą przesiąść się z samochodów na np. elektryczne hulajnogi? 


A.L.: Wartości praktyczne dla mnie, jako użytkownika hulajnogi elektrycznej i elektrycznego skutera od dwóch lat, są oczywiste. Jest to przede wszystkim duża oszczędność czasu – nie stoimy w korkach. Aby przebyć samochodem po mieście w korkach odległość 5 km potrzebuję około 30-40 minut, a w przypadku elektrycznej hulajnogi: 10-15 minut. Do tego z samochodem związane są odwieczne problemy z parkowaniem, które w przypadku hulajnogi po prostu nie istnieją.

R.S.: A jak to się przekłada na koszty użytkowania, czy jest jakaś oszczędność energii? 

A.L.: Mamy prawie stukrotne różnice w kosztach i oszczędności energii. Poruszanie się po mieście hulajnogą elektryczną jest około 100 razy tańsze (biorąc koszty paliwa i koszt ładowania), jak również w podobny sposób zmniejsza ilość zużywanej energii. 

R.S.: Czy poruszanie się po mieście hulajnogą jest wygodne, czy może jednak jest trochę bardziej uciążliwe, niż jeżdżenie samochodem? 

A.L.: Jest bardzo wygodne dla kogoś, kto przestawi swój sposób myślenia i sposób bycia. 

R.S.: Jakie grupy zawodowe jeżdżą hulajnogą? Czy wypadałoby np. pracownikowi banku, czy dyrektorowi firmy jeździć do pracy na hulajnodze? 

A.L.: Jak najbardziej; sądzę, że jeżdżenie lekkimi pojazdami elektrycznymi staje się coraz bardziej trendy. Zauważam takie zjawisko i mam na to niemało przykładów: 
np. jesienią namówiliśmy znanego prawnika, mecenasa prowadzącego kancelarię, by przesiadł się na hulajnogę. I zamienił on swoją biznesową teczkę na wygodny i równie biznesowy plecaczek i jeździ on teraz m.in. na rozprawy sądowe na hulajnodze, czym wzbudza wielkie zaciekawienie innych ludzi. 

R.S.: Czyli: poważany pan adwokat przesiadł się na hulajnogę i nie został wyśmiany w swoim środowisku?

A.L.: Nie tylko nie został wyśmiany, ale zyskał na wizerunku. Jest postrzegany przez otoczenie jako promotor nowego trendu, bardziej zdrowego i przyjaznego życiu. Spotyka się wśród najbliższych, dalszych znajomych i współpracowników z bardzo życzliwym zaciekawieniem.



R.S.: Czy zatem zaczęcie użytkowania hulajnogi elektrycznej to rodzaj snobizmu, by być trendy, czy ma to jeszcze jakiś inny, głębszy sens?  
A.L.: Różne są pobudki różnych osób. Niektórzy robią to ze względów praktycznych (wspomniana oszczędność czasu i kosztów), a inni także z pobudek ogólnoludzkich – chęci wpierania zdrowego środowiska i odpowiedzialności za otoczenie. 

R.S.: Odpowiedzialności za siebie i rodzinę, czy odpowiedzialności za planetę? 

A.L.: Widzę to jako odpowiedzialność za nasz los na tej planecie. Stoimy teraz przed potężnym wyzwaniem związanym z kryzysem klimatycznym, który sami wywołaliśmy - m.in. spalając w zastraszającym tempie paliwa kopalne. Tylko w ciągu mojego życia spaliliśmy znacznie więcej paliw kopalnych niż od początku istnienia ludzkości do dnia moich urodzin. Jeżeli więc dziś ktoś świadomie decyduje się zamienić samochód spalinowy na  hulajnogę elektryczną, która zużywa stukrotnie mniej energii – to taka decyzja jest dla mnie symbolem dojrzałości i odpowiedzialności. 

R.S.: Jak rozumiem daje ona duże oszczędności, ale jednocześnie jest czymś ważnym ekologicznie i wspiera zachowanie czystego środowiska i zdrowej planety. Czy tak? 

A.L.: Dokładnie tak to widzę. Jest to typowe podejście „wygrana-wygrana”. 
Jeżeli zdecyduję się przesiąść z samochodu spalinowego na hulajnogę elektryczną, to zyskuję zarówno ja, jak i moje miasto i moje otoczenie, zyskuje na tym czyste powietrze.  

R.S.: To brzmi logicznie, ale nasuwa się pytanie: a czemu nie rower? 

A.L.: Ze względów praktycznych. Hulajnoga jest po prostu dużo bardziej wygodna od roweru co daje nadzieję na jej masowe użytkowanie jako miejskiego środka transportu.

R.S.: A zatem powiedzmy, że chcielibyśmy sobie pojechać hulajnogą na miasto, np. gdzieś do centrum, załatwić sprawy służbowe albo spotkać się ze znajomymi w kawiarni, i co wówczas? Gdzie wtedy możemy położyć taką hulajnogę?   

A.L.: I tu widzimy właśnie te praktyczne korzyści o których wspomniałem. Hulajnoga elektryczna jest kompaktowa, możemy ją złożyć i jest wówczas niewiele większa niż parasolka, Ja osobiście zabieram ją ze sobą wszędzie: do biura, do klienta, do urzędu, do kawiarni. Możemy ją wrzucić pod stolik, czy pod krzesło. Oczywiście można zaopatrzyć się również w zapięcie rowerowe i parkować tak jak parkujemy rowery.

R.S.: A ile waży taka hulajnoga? 

A.L.: Najbardziej kompaktowe modele ważą poniżej 10 kg, a zdrowy kompromis pomiędzy wagą a komfortem jazdy daje waga hulajnogi w przedziale 10-15 kg. Natomiast jeżeli komuś zależy na większej prędkości, większej mocy i przyspieszeniu, to może też nabyć model ważący około 20 kg i więcej. 

R.S.: Dobrze, ale powiedz Andrzeju jak dalekie odcinki jesteś w stanie przejechać hulajnogą. 

A.L.: Mamy takie modele, które są w stanie przejechać nawet 50 km, ale zazwyczaj kupowane są hulajnogi, które na jednym ładowaniu mogą przejechać pomiędzy 20-30 km. 
To zazwyczaj w zupełności wystarcza poruszając się po takim mieście typu Rzeszów. Zasada jest taka, że dobieramy zasięg tak żeby wystarczył na cały dzień, a na wieczór podłączmy ja do zwykłego gniazdka 220V, jakie każdy ma w każdym domu. Ładowarka do hulajnogi jest wielkości ładowarki do laptopa, zużycie prądu jest minimalne, a pojazd ładuje się od 2-5 godzin (w zależności od modelu).  

R.S.: Czy zdarza Ci się, że po przyjeździe do pracy ładujesz ją w ciągu dnia, czy też jedziesz na jednym ładowaniu tam i z powrotem? 

A.L.: Ja akurat tego nie robię, bo mam bliskie odległości, natomiast dla osób które miałyby do pracy np. 10 km lub więcej, to jak najbardziej można tak zrobić. Dla baterii jest to jeszcze bardziej korzystne: baterie litowo-jonowe mogą, a wręcz powinny być raczej na bieżąco doładowywane niż rozładowywane do końca. Takie doładowywanie zwiększa ich żywotność. Warto to podkreślić, bo wciąż wielu ludzi ma tutaj złe nawyki z czasów poprzedniej generacji baterii i notorycznie rozładowuje baterie do końca. I tak oto, działając w dobrej wierze, ale z nieaktualną wiedzą, szybko je niszczą a jednocześnie wyrabiają bateriom litowo-jonowym złą opinię.
R.S.: O to ciekawe, bo nie wiedziałem o tym szczególe. A powiedz jak sobie radzisz z różnymi zmiennymi warunkami pogodowymi? 
A.L.: No właśnie – to jest jedno z tych wyzwań, które trzeba podjąć, jeżeli decydujemy się być pro-eco. W przypadku hulajnogi jest tak, że drobny deszczyk, a nawet średni deszcz nie jest przeszkodą. Oczywiście powinniśmy zawsze mieć przy sobie w plecaczku jakąś pelerynę, czy kurteczkę ortalionową, którą można zarzucić na siebie w przypadku deszczu. 
Podczas deszczu, czy mżawki, powinniśmy także mieć świadomość, że koła hulajnogi stają się wtedy bardzo śliskie, czyli powinniśmy jeździć ostrożniej.  

R.S.: Czyli, jak rozumiem, przy małych deszczach i lekkich ochłodzeniach nie ma problemu z używaniem hulajnogi?

A.L.: Tak, to tylko zależy od naszej determinacji, jak bardzo na serio chcemy się przesiadać z tradycyjnej komunikacji. 

R.S.: A co jeżeli chodzi o zimę? W jakich miesiącach w praktyce możemy jeździć hulajnogą?  

A.L.: Różnie się może zdarzyć z pogodą, np. ubiegły sezon był bardzo łaskawy dla użytkowników hulajnogi. W Rzeszowie można było jeździć praktycznie od marca do końca listopada. Ale jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że w Poznaniu duża wypożyczalnia hulajnóg otworzyła swoją działalność pod koniec listopada 2018 roku i klienci tej wypożyczalni jeździli na tych hulajnogach przez całą zimę. Dużo zależy od tego czy spadnie śnieg – jeżeli nie ma śniegu, to niskie temperatury nie są przeszkodą do korzystanie z hulajnogi. Oczywiście wówczas potrzebujemy mieć odpowiednio ciepłe  ubranie, np. rękawiczki. Warto wiedzieć, że jeżeli chodzi o baterie litowo-jonowe, to radzą sobie one całkiem dobrze w temperaturach nawet -5 do -10 stopni. 

R.S.: A jak jazda na hulajnogach wygląda od strony formalno-prawnej. Czy władze miasta, a także polski rząd, czy w jakimś stopniu sprzyjają użytkowaniu hulajnóg i przesiadaniu się na pojazdy elektryczne?  

A.L.: Tutaj rozgraniczyłbym lokalne władze od centralnych. Mogę bardzo dużo pozytywnych rzeczy powiedzieć o wspieraniu tej idei przez lokalne władze miasta. Tutaj współpracujemy już od wielu miesięcy i mamy uzgodnione stanowiska władz Rzeszowa, że warto ten proces przesiadania się na pojazdy elektryczne wspierać i promować. I władze miasta ułatwiają to w takim zakresie prawym, w jakim mogą. Np. część ścieżek rowerowych, które mogą być oznaczone jako dopuszczalne dla hulajnóg, już jest tak potraktowanych. 

Natomiast na poziomie przepisów ogólnopolskich to sprawy są zaniedbane, by nie powiedzieć zabagnione. Od 3 lat trwają prace nad nowelizacją  przepisów uwzględniającą fakt istnienia takich zdobyczy techniki jak hulajnogi elektryczne. I co? I nic. I jakoś trzeba z tym żyć. Powiedziałbym, że tutaj rzeczywistość i praktyka wyprzedza prawo. Tak jest np. w zakresie korzystania ze ścieżek rowerowych. Formalnie jest tak, że po ścieżkach rowerowych nie możemy się poruszać na hulajnogach, i ten przepis już dawno powinien być zmieniony, gdyż naturalnym miejscem dla hulajnogi elektrycznej, biorąc pod uwagę jej prędkość poruszania się, jest ścieżka rowerowa. Co więcej: rowerzyści i środowiska rowerowe, z którymi jestem w kontakcie, nie mają nic przeciwko temu. Wręcz współpracujemy ze sobą, np. ze Stowarzyszeniem Rowery Rzeszów, lobbując wspólnie za tym, by ścieżki rowerowe były przez nas harmonijnie współdzielone.  


R.S.: Czy możemy zatem powiedzieć, że władze centralne ogólnokrajowe nie do końca są świadome wagi tego tematu, ale władze miasta dostrzegają rangę tej sprawy? Czy wynika to z faktu, że lokalne władze rozumieją fakt, że elektryczne hulajnogi mogą istotnie wspierać dobrą jakość życia w mieście, przyczyniając się znacząco do czystości powietrza i spokoju?

A.L.: Oczywiście. Dla władz miasta ograniczenie ruchu samochodów spalinowych, ograniczenie ilości spalin w mieście jest jednym z istotnych priorytetów i tutaj hulajnogi mogą być bardzo pomocnym czynnikiem. Należy zwrócić uwagę, że w godzinach szczytu, gdy w mieście pojawiają się duże korki, ścieżki rowerowe są puste. Nie ma powszechnego nawyku traktowania roweru jako środka komunikacji, ale bardziej traktuje się go jako pojazd rekreacyjny. Rower nie jest całkowicie wygodny jako środek transportu. 






R.S.: W czym zatem hulajnoga jest wygodniejsza od roweru podczas jeżdżenia do pracy? 
A.L.: Chodzi przede wszystkim o to, że jadąc do pracy hulajnogą elektryczną nie zmęczymy się i nie spocimy. A także nie pomniemy eleganckiego ubrania, jeśli takie jest nam potrzebne. 
Pozycja stojąca i brak wysiłku fizycznego powodują, że nawet w upalny dzień możemy przyjechać do pracy wypoczęci i niespoceni. Komfort dojazdu do pracy może być nawet większy, niż samochodem. Omijamy także spiętrzenia ruchu drogowego panujące wówczas na ulicach. 
Natomiast jazda rowerem do pracy jest większym wyzwaniem z uwagi na zmęczenie. Część ludzi to robi, ale jest to znikomy procent. 
Wracając zatem do kwestii postawy władz miasta Rzeszowa: zauważyły one, że ścieżki rowerowe są wykorzystywane w zbyt małym stopniu, tak jakby były częściowo bezużyteczne. Dlatego wspierają one nasze dążenia w zakresie popularyzacji przemieszczania się po mieście na hulajnogach elektrycznych.  

R.S.: Czy sądzisz, że zainteresowanie tym tematem będzie się w przyszłości zwiększać, czy może jest to tylko chwilowa moda i zachcianka?  

A.L.: Osobiście jestem pewien, że zainteresowanie elektrycznymi hulajnogami jako wygodnym środkiem transportu będzie się w Polsce rozwijać. Śledząc trendy na świecie zauważam, że jest to istotna rewolucja w myśleniu o transporcie osobistym. Mniej więcej od dwóch lat fabryki na całym świecie nie nadążają z produkcją. Wzrost zainteresowania ma charakter geometryczny i widać to także na ulicach Rzeszowa. 
Dwa lata temu byłem jedynym gościem, który jeździł w marynarce po Rzeszowie, a w tej chwili codziennie kogoś spotykam – z wielką radością.  

R.S.: Czyli jesteś przekonany do wartości i przyszłości hulajnogi elektrycznej.

A.L.: Postrzegam to jako ciekawą niespodziankę technologiczną, która pomoże nam rozwiązać wiele problemów współczesnego społeczeństwa – od zakorkowania miasta, poprzez oczyszczenie powietrza, a idąc jeszcze dalej jako jeden z elementów, który może nam pomóc w uniknięciu katastrofy ekologiczno-klimatycznej naszej planety. 
Oczywiście sama zmiana sposobu poruszania się nie załatwi całego problemu klimatycznego, ale może być istotnym elementem budowania świadomości i postawy odpowiedzialności. Np. osoba która przesiada się z samochodu na hulajnogę może po pewnym czasie dojrzeć do decyzji, by wymienić piec węglowy na instalację fotowoltaiczną i pompę ciepła u siebie w domu, albo zamiast na najbliższe wakacje po raz kolejny polecieć samolotem do Egiptu pojedzie pociągiem nad Bałtyk albo na Mazury.

R.S.: Czy właśnie z takich pobudek ekologicznych wszedłeś w ten obszar, czyli będąc szefem firmy świadczącej usługi informatyczne, postanowiłeś otworzyć się dodatkowo na tematykę pojazdów elektrycznych? 

A.L.: Zdecydowanie jest to główny powód. A drugi to trochę moja kreatywność: średnio co 5-6 lat pojawia mi się nowa wizja czegoś, co jest w moim odczuciu wartościowe. Tak już mam. Dobrą okolicznością tego mojego twórczego podejścia jest to, że projekty które uruchomiłem wcześniej, jak firma informatyczna, czy projekty edukacyjne, nie są zostawiane i nie podupadają, ponieważ mogą być prowadzone przez kompetentnych ludzi, którzy są już wystarczająco doświadczeni, by samodzielnie czuwać nad właściwym ich funkcjonowaniem. Oczywiście nadal mają oni wsparcie i pomoc z mojej strony.    

R.S.: Jak zatem na koniec podsumowałbyś możliwości rozwoju idei elektrycznej hulajnogi jako środka osobistego transportu w Rzeszowie i w całej Polsce?  

A.L.: Marzę o tym i takie jest moje dążenie, by Rzeszów stał się swoistą stolicą elektrycznych hulajnóg w Polsce, tak jak np. Amsterdam, czy Kopenhaga mają opinię europejskich stolic rowerowych. Specyfika naszego miasta czyni go mocnym pretendentem do takiej roli lidera nowego trendu. Wierzę, że Rzeszowiacy docenią, polubią i przesiądą się ze swoich samochodów spalinowych na lekkie pojazdy elektryczne. Wierzę też że uda nam się wprowadzać te zmiany w sposób harmonijny, tak by minimalizować konflikty i spory z innymi uczestnikami przestrzeni miejskiej, jakich doświadczają m.in. miasta w Kalifornii. Apeluję w tym miejscu do wszystkich członków naszego młodego klanu „elektrycznych jeźdźców” o dojrzałą i odpowiedzialną postawę, o to byśmy szanowali i dbali bezpieczeństwo innych uczestników ruchu, szczególnie pieszych. Budujmy z elektryczną hulajnogą same pozytywne skojarzenia a wszyscy na tym zyskamy! 
A jeśli chodzi szerszy zasięg niż Rzeszów? Cóż, ciekawostką jest to, że właśnie został otwarty drugi salon sprzedaży Electricall w Warszawie, a w ciągu kilku dni kolejny otwiera się w Zamościu.

R.S.: W takim razie gratuluję dotychczasowych efektywnych działań i życzę na przyszłość pomyślnego rozwoju tej idei, która niewątpliwie może znacząco pomóc ludziom w zachowaniu zdrowych warunków do życia na ziemi. 





Komentarze